Duchy to istoty niematerialne, przenikające bez problemu przez ciała fizyczne, nawiedzające miejsca bądź prześladujące żywych – albo jedno i drugie jednocześnie. Mogą przyjmować różne postacie, między innymi widma, upiora, dżinna, ghula czy poltergeista.

W literaturze polskiej najbardziej chyba znane są te z „Dziadów cz.II” Adama Mickiewicza. Autor przywołuje w dramacie pogański zwyczaj, oparty na słowiańskim kulcie zmarłych. Dziady są obrzędem wywoływania przebywających czasowo na ziemi dusz w celu ich ugoszczenia: nakarmienia i napojenia. W „Dziadach cz.II” zgromadzeni przy cmentarnej kaplicy ludzie pod przewodnictwem Guślarza przywołują duchy z czyśćca, by dopomóc im w osiągnięciu zbawienia.

Zapotrzebowanie człowieka na niesamowitość i grozę jest odwieczne i naturalne. Trwoga i strach są motorem naszej ewolucji. Pomagają nam zmobilizować się w sytuacjach zagrażających życiu, ostrzegają o czyhającym na nas niebezpieczeństwie. Nie wyjaśnia to jednak, dlaczego najzwyczajniej w świecie lubimy się bać „nie na serio” i zaczytujemy się horrorami, które straszą nas „na niby”. Z pewnością sceny grozy zapewniają nam przeżycie silnych emocji w kontrolowanym, fikcyjnym środowisku. Są bezpiecznym substytutem realnych, ekstremalnych przeżyć. Oferują nam porządny odjazd bez konieczności narażania się na ryzyko. Działa to trochę na zasadzie katharsis z greckiej tragedii. Teksty, łączące w sobie niesamowitość i pełną napięcia fabułę, pomagają nam się oderwać od otaczającej rzeczywistości i problemów, odreagować zmęczenie i stres, rozładowują napięcie. Są też lekarstwem na zwykłą, nijaką codzienność, gdyż pozwalają nam doświadczyć – choćby zastępczo – zdarzeń niezwykłych.

Pierwowzorem horroru literackiego i filmowego jest powieść gotycka, nazywana również romansem gotyckim lub powieścią grozy, a gatunek ten zapoczątkował utwór Horacego Walpole`a „Zamczysko w Otranto”, który już po dwóch miesiącach doczekał się trzeciego wydania, co tylko potwierdziło istniejące wśród czytelników zapotrzebowanie na niesamowitość, tajemniczość i grozę. Jak już wspomniałam, potrzeba ta jest naturalna i właściwa człowiekowi, dlatego horror trzyma się dobrze i nic nie wskazuje na to, by temu gatunkowi literackiemu miało kiedykolwiek zabraknąć grona wiernych odbiorców.

Nieprzekonanych odsyłam do cyklu czytelniczego o kotach, a pozostałych zapraszam na paranormalny rollercoaster.

1. Paul Tremblay “Głowa pełna duchów”

Wszyscy jesteśmy popaprani

2. Kendare Blake “Anna we Krwi”

Alternatywne zastosowanie kota

3. Peter James “Dom na wzgórzu”

Za progiem nawiedzonego domu

4. Anna Onichimowska “Duch starej kamienicy”

Powidłowym skrytożercom mówimy stanowcze nie

5. Anna Onichimowska “Maciek i łowcy duchów”

Rodzina, ach, rodzina…

6. Jonathan Maberry “Blues duchów”

Wszędzie kukurydza!

7. Shirley Jackson “Nawiedzony Dom na Wzgórzu”

Co straszy w nawiedzonym domu?