Pasjonujący zbiór wykładów, dzięki którym czytelnicze doświadczenia staną się przyjemniejsze i bardziej satysfakcjonujące.

Niezwykła książka Thomasa C. Fostera wyróżnia się przystępnym stylem. Każdy może ją przeczytać i z pewnością każdy wyniesie z tej lektury jakąś korzyść. Zawiera nietypowe i ciekawe wskazówki, jak czytać między wierszami, by odkryć pełnię możliwości literatury. Lekcje są znakomite, żywe, dowcipne i nieakademickie, analizy zaskakujące i odkrywcze, a ogromna różnorodność przywołanych przykładów zachwyci każdego miłośnika literatury.

Główna myśl książki jest taka, że cokolwiek w dobrej literaturze się pojawia – czy to będzie jedzenie, choroba, deszcz, potwory czy seks – nie pojawia się bez powodu. Wszystko ma swój cel, a właściwie ma przenośne znaczenie, które odsyła nas do czegoś zgoła innego. Umiejętność odczytywania tych znaczeń, znajomość owej literackiej „gramatyki” pogłębia lekturę, zmienia nas w zawodowego czytelnika, który nie koncentruje się wyłącznie na fabule, ale odgrzebuje we własnej pamięci podobne schematy, motywy, posługuje się wyobraźnią symboliczną, rozpoznaje wzorce. Thomas C. Foster oferuje nam szeroko zakrojone wprowadzenie do tych kodów i schematów, wykorzystywanych przez zawodowych badaczy literatury, dzięki czemu my również możemy dołączyć do grona prawdziwych wyjadaczy, których literackie radary pikają w odpowiednich momentach. Pozwolę sobie w tym miejscu na kobylasty cytat, gdyż autor wyjaśnia to lepiej ode mnie:

„Kiedy będący laikiem czytelnik trafia na utwór beletrystyczny, koncentruje się – tak jak powinien – na fabule i bohaterach: kim są ci ludzie, co robią, i jak wspaniałe lub potworne rzeczy ich spotykają. Tacy czytelnicy reagują na tekst w pierwszej kolejności (a czasem wyłącznie) na poziomie emocjonalnym: dzieło wpływa na nich, powodując radość lub odrazę, śmiech albo łzy, niepokój lub uniesienie. Innymi słowy, instynktownie i emocjonalnie angażują się w utwór. Na taką właśnie reakcję liczył dosłownie każdy autor, który kiedykolwiek przyłożył pióro do papieru lub opuszki palców do klawiatury, kiedy, mamrocząc modlitwę, wysyłał powieść do wydawcy. Natomiast gdy czyta profesor literatury, akceptuje afektywne oddziaływanie historii (nie wahamy się płakać, kiedy umiera dickensowska mała Nel), jednak dużą część naszej uwagi pochłaniają inne elementy powieści. Dlaczego tekst wpływa na nas w taki sposób? Kogo przypomina dany bohater? Gdzie wcześniej spotkałem się z taką sytuacją? Czy tego nie powiedział Dante (albo Chaucer, albo Merle Haggard)? Jeśli nauczycie się stawiać te pytania, spoglądać na tekst literacki przez specjalne okulary, zaczniecie czytać inaczej i postrzegać literaturę w całkiem nowym świetle, dzięki czemu lektura stanie się przyjemniejsza i bardziej satysfakcjonująca”.

Kiedy czytamy „Kroniki Wardstone” Delaney`a, „Władcę Pierścieni” i „Hobbita” Tolkiena, „Przedwiośnie” Żeromskiego, a nawet „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza, w każdym z tych dzieł rozpoznajemy schemat epickiej wyprawy, której prawdziwym celem jest nieodmiennie samopoznanie. Gdy bohaterowie zasiadają przy wspólnym stole, posiłek staje się aktem komunii: łamanie się chlebem to akt dzielenia się i znak pokoju – podobnie jak wychylenie kielicha, które w „Zemście” Aleksandra Fredry kończy spór ciągnący się przez cały dramat. Inna rzecz, kiedy ktoś próbuje zjeść nas. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Dracula uganiał się za niezamężnymi dziewuchami?

„Zastanówmy się nad tym przez chwilę. Wstrętny staruch, atrakcyjny, lecz zły, molestuje młode kobiety, odciska na nich swoje piętno, okrada je z niewinności – a także, przy okazji, z przydatności dla młodych mężczyzn (słusznie przychodzi wam do głowy termin zdolność do małżeństwa) – i czyni z nich bezsilne naśladowczynie popełniające odtąd ten sam grzech. Sądzę, że rozsądnie możemy dojść do wniosku, że w całej sadze o hrabim Drakuli kryje się przesłanie wykraczające poza jej podstawowy cel, jakim jest przerażenie nas na śmierć, chociaż śmiertelne przerażanie czytelników to szlachetne przedsięwzięcie, z którego powieść Stokera bardzo ładnie się wywiązuje. W istocie moglibyśmy stwierdzić, że owo przesłanie wiąże się z seksem.

No cóż, oczywiście, że wiąże się z seksem”.

W wampiryzmie nigdy nie chodzi o same wampiry, tak jak w pojawieniu się ducha nie chodzi o samego ducha – dla Fostera jest to niemal dogmat. Pisarze wykorzystywali potwory jako symbole rozmaitych aspektów naszej rzeczywistości. Pod postacią Drakuli ukryty był wstyd wynikający z cielesności „oraz inne szkodliwe pojęcia, takie jak pożądanie, uwodzenie, pokusa, niebezpieczeństwo i inne bolączki”. Czyż nie tym należy tłumaczyć zaskakującą popularność książek o wampirach? Zdaniem Fostera, ostatnią dekadę dwudziestego oraz pierwszą dekadę dwudziestego pierwszego wieku można by wręcz określić mianem „ery nastoletnich wampirów”. Jednak wampiryzm to także inny sprawy: samolubstwo, wyzysk, brak poszanowania dla autonomii drugiego człowieka, skorumpowany świat zdeprawowanych starców, żerujących na młodości, zachłanni mężczyźni wykorzystujący i rujnujący podporządkowane im kobiety (Karolina Szarłatowiczówna z „Przedwiośnia”, Justyna Bogutówna z „Granicy”). Każdego dnia obserwujemy przecież liczne przypadki społecznego wampiryzmu i kanibalizmu, gdy ktoś rośnie w siłę, osłabiając kogoś innego:

„Tak długo, jak ludzie będą samolubnie wykorzystywać innych, wampiry będą wśród nas”.

Podczas czytania dobrze jest pamiętać o tym, że nie ma czegoś takiego jak całkowicie oryginalny utwór literacki. Jeśli czytamy wystarczająco dużo i w dostatecznym stopniu potrafimy przemyśleć swoje lektury, rozpoznajemy pewne schematy, powracające motywy, archetypy, aluzje literackie. Te dodatkowe, ukryte w fabule tropy to bonus dla wytrwałego czytelnika, coś, co Foster nazywa „czynnikiem aha!” – momenty satysfakcji, gdy uda nam się rozpoznać element znany z wcześniejszych czytelniczych doświadczeń, złapać trop, dostrzec nawiązania.

„Dialog między starymi a nowymi tekstami, na takim czy innym poziomie, trwa nieustannie. Krytycy nazywają go intertekstualnością, czyli ciągłą interakcją pomiędzy wierszami i opowieściami. Ów intertekstualny dialog pogłębia i wzbogaca doświadczenie czytelnicze, nadaje tekstowi liczne warstwy znaczeniowe, których części czytelnik może nawet świadomie nie zauważyć. Im pełniej zdamy sobie sprawę, że nasz tekst rozmawia z innymi tekstami, tym więcej podobieństw i nawiązań zaczniemy dostrzegać i tym żywszy stanie się utwór”.

Takiemu wyszukiwaniu podobieństw sprzyja istnieje spójnego, wspólnego kanonu, znanemu każdemu czytelnikowi (Biblia, mitologia, baśnie, twórczość Szekspira, itp.). Współcześni pisarze nie mogą jednak założyć, że ich czytelnicy posiadają jakiś wspólny obszar wiedzy. Przedstawiciele kultury postpiśmiennej, której świt zwiastuje Jacek Dukaj („Po piśmie”), wciąż jeszcze czytają, ale to, co czytają i jak czytają, jest kwestią ich indywidualnego wyboru: każdy sam tworzy sobie kanon.

„Literatura ostatecznie utraciła tę moc jednoczącą. Nawet jeśli nadal czytamy, to nie czytamy tych samych książek.

Spotykamy się w grupie znajomych, niby połączonych podobnymi zainteresowaniami, biografiami, zawodami, a gdy przychodzi do literatury, nie ma o czym mówić. Bo nie ma punktów wspólnych. Każdy czyta co innego”.

(Jacek Dukaj „Po piśmie”)

Co w literaturze symbolizuje deszcz, a co padający śnieg? Dlaczego nie warto stawać obok głównego bohatera? Kto udaje Greka? Czy to symbol? Czy pisarz miał to na myśli? Czy zawsze chodzi o politykę? A może we wszystkim chodzi o seks? Co to znaczy, kiedy bohater literacki lata? Dlaczego geografia ma znaczenie? Czy może być ona postacią, jak Soplicowo z „Pana Tadeusza”, ta Polska w miniaturze? Jakie znaczenia niosą ze sobą pory roku? Dlaczego Harry Potter ma bliznę tam, gdzie ją ma, a dłonie Wokulskiego są czerwone od odmrożeń? Do czego nam jest potrzebne rozumienie cudzego sposobu myślenia? Jak działa ironia? W towarzystwie Thomasa C. Fostera czytanie staje się prawdziwą przygodą, fascynującą podróżą w poszukiwaniu interpretacji, nie tych narzuconych (słynne nauczycielskie „Co autor chciał przez to powiedzieć?”), ale tych własnych, prywatnych, których tak często nie mamy odwagi bronić:

„Nie zrzekajcie się kontroli nad swoimi opiniami na rzecz krytyków, nauczycieli, sławnych pisarzy i wszystkowiedzących profesorów. Słuchajcie ich, ale czytajcie z pewnością siebie i asertywnością, nie wstydźcie się swoich interpretacji i nie przepraszajcie za nie. Wiem, podobnie jak wy, że jesteście zdolni do wszystkiego i inteligentni, więc niech nikt nie wybija wam tego z głowy. Zaufajcie tekstowi i swoim instynktom. Rzadko kiedy będziecie w błędzie”.

A teraz – zinterpretujcie bliznę Harry`ego Pottera. 😉