„To jest opowieść o opowieściach.
Albo o tym, co naprawdę znaczy być wróżką i matką chrzestną.
Ale też, zwłaszcza, o zwierciadłach i odbiciach”.

I znów zaczynamy od sabatu. Jest równie nietypowy jak uczestniczące w nim czarownice. Widzimy zasadniczą i sztywną jak kołek babcię Weatherwax, przekonaną, że emancypacja to kobiece dolegliwości, o których nie należy mówić mężczyznom. Widzimy skorą do zabawy, korpulentną nianię Ogg, słynącą z tego, że zawsze szuka w życiu jaśniejszych stron (dlatego aktualnie przyrządza sobie grzankę). Widzimy wreszcie rozsądną babunię Brevis i temporalnie rozogniskowaną matulę Dismass, obdarzoną darem jasnowidzenia („jeśli ktoś odezwał się do niej w sierpniu, prawdopodobnie słuchała go w marcu”). Nie widzimy natomiast Dezyderaty Hollow, która właśnie sporządza testament.

Dezyderata Hollow przez całe życie pełniła funkcję wróżki chrzestnej, jednej z dwóch – bo takie wróżki zawsze występują parami. I na tym właśnie polega problem. Po śmierci Dezyderaty jej podopieczna będzie zdana na łaskę tej drugiej, złej, która nota bene uważa się za dobrą. Nadążacie? Dlatego Dezyderata chce wysłać dziewczynie w charakterze wsparcia dwie doświadczone czarownice. Niestety, wspomniane czarownice są tak wściekle asertywne, że wszystko robią na przekór. Trzeba użyć głowologii, by tam, gdzie Dezyderata chce je mieć, wysłały się same.

I właśnie dlatego różdżka Dezyderaty Hollow trafia w nieporadne ręce najmłodszej z czarownic, Magrat Garlick, nieśmiałej zmokłej kury ze skłonnością do otwierania się na Idee – i to jeszcze zanim szacowne koleżanki po fachu pod pozorem fałszywej troski rzucą się do przeszukiwania domu świętej pamięci wróżki…

“- Zawsze lubiła porządek. Cała Dezyderata.

– To przez tę pracę – stwierdziła niania Ogg. Przecisnęła się obok i w zadumie zbadała wzrokiem pokój. – Przy takiej pracy zawsze trzeba wiedzieć, gdzie co leży. O rany, ależ wielgachny kocur!

– To lew – wyjaśniła babcia Weatherwax, zerkając na wypchany łeb nad kominkiem.

– Cokolwiek to było, musiało walnąć w ścianę z piekielną szybkością.

– Ktoś go zabił. – Babcia rozejrzała się badawczo.

– No pewno – zgodziła się niania. – Gdybym zobaczyła, jak coś takiego przegryza mi się przez ścianę, sama bym to walnęła pogrzebaczem”.

Babcia Weatherwax i niania Ogg czują się wyborem Dezyderaty wystarczająco dotknięte, by wyruszyć z Magrat do Genoi, czyli dokładnie tam, gdzie miały się znaleźć. Wyprawa czarownic będzie inna niż wszystko, co do tej pory poznaliśmy (mówimy tu bowiem o rozsądnych, doświadczonych wiedźmach z Ramtopów, a nie o wielokulturowej bandzie facetów z łukami i toporami). Choć pojawią się też krasnoludy ze swoim słynnym chlebem („nikt nie cierpiał głodu, jeśli miał choć odrobinę chleba krasnoludów do uniknięcia”). I Gollum („Trzeba uważać na takich oślizłych”). A poza tym – ponieważ w wyprawie uczestniczy niania Ogg – kapelusz od pana Vernissage z Kromki („Wytrzymuje uderzenie młota”), mnóstwo kolorowych napitków oraz piosenka o jeżu.


„- Nigdzie dalej nie jadę, jeśli spróbujesz zaśpiewać Tę Piosenkę.
– Jaką piosenkę możesz mieć na myśli? – spytała niania.
– Wiesz, o czym mówię – odparła lodowato babcia. – Zawsze się upijasz i przynosisz mi wstyd, bo zaczynasz ją śpiewać.
– Nie przypominam sobie żadnej takiej piosenki, Esme – zapewniła niania.
– Ta o kolczastym gryzoniu, którego nie da się… nie da się namówić na powietrzną przejażdżkę.
– Aha… – Niania Ogg rozpromieniła się, pojmując wreszcie, o co chodzi przyjaciółce. – Mówisz o Tylko jeża przele
– Właśnie o niej!
– Ale to tradycyjna piosenka. Zresztą w obcych stronach i tak nie zrozumieją słów.
– Zrozumieją ze sposobu, w jaki śpiewasz. Śpiewasz tak, że nawet stworzenia żyjące na dnie stawu rozumieją, o co chodzi”.

I tak się właśnie objawia lingwistyczny talent niani Ogg, która – nie znając żadnego języka – mówi „po zagranicznemu jak po naszemu”, świetnie dogadując się ze wszystkimi na całej trasie wyprawy („Guten dzień, chłopie, meine host. Trois beers pour favour avec my, w podskokach”).


„W końcu oberżysta podszedł do nich z zapaloną pochodnią i gestem kazał iść za sobą.
– Jak mu wytłumaczyłaś, że chodzi nam o łóżka? – zapytała Magrat.
– Powiedziałam: Hej, panie, rach-ciach słodkie chrapanko, numero trua, każda – wyjaśniła niania Ogg”.

W Genoi tymczasem zdeprawowana przez lustra druga chrzestna wróżka, Lilith, dąży do szczęśliwego zakończenia opowieści niczym Balladyna do władzy – po trupach. Tak to już bowiem jest z opowieściami, że to one żądzą ludźmi, nie na odwrót:


„Nazywa się to teorią przyczynowości narracyjnej i oznacza, że opowieść, kiedy już się zacznie, nabiera kształtu. Przejmuje wszelkie wibracje wszystkich innych swoich realizacji, jakie się kiedykolwiek zdarzyły.
Właśnie dlatego historia przez cały czas się powtarza.
I dlatego tysiąc bohaterów wykradło ogień bogom. Tysiąc wilków pożarło babcię, tysiąc księżniczek zostało pocałowanych. Miliony nieświadomych aktorów poruszało się nieświadomie po ścieżce opowieści”.

Nasza opowieść postawi na ścieżce niani Ogg krasnoluda Casanundę (największego kochanka na świecie), a na jej modnym kapeluszu cały domek. Magrat wystąpi na najprawdziwszym balu jako „tajemnicza i piękna nieznajoma”, natomiast babcia Weatherwax zmierzy się ze zdziczałą gałęzią własnego drzewa genealogicznego (wybaczcie, ale tak na człowieka działa Pratchett w książkowej dawce). Będzie dużo głowologii, dużo zagranicznych krajobrazów i obyczajów oraz naprawdę dużo śmiechu (ta niepoprawna niania Ogg…). Zaiste straci ten, kto „Wyprawy czarownic” przynajmniej raz w życiu nie przeczyta.


Kochany Jasonie i wszyscy,
co za życie, mnóstwo się dzieje różnych rzeczy, żeśmy spotkały gadające wilki i kobiety śpiące w zamkach. Będę wam miała co opowiadać, jak już wrócimy, nie ma co. Tylko nie mów mi o domkach, co mi przypomina, żebyś wziął i posłał kogoś do pana Vernissage pod Kromką i przekazał komplumenty pani Ogg i jakie robi świetne kapelusze, może mówić „niania Ogg poleca”, wytrzymują 100% wszystkich domów, a poza tym, kiedy piszesz do ludzi i mówisz, jakie dobre rzeczy robią, czasami dostajesz coś za darmo. I może czeka mnie za to nowy kapelusz, więc nie zapomnij.