„Dotarłem postrzeganiem poza granice nieskończoności i przyciągnąłem demony z gwiazd…”

Cztery kartki notatek, zapisanych drobnym maczkiem, pełne niedowierzania wykrzykniki na marginesach, obłęd w oczach i postępująca mackofobia – oto rezultat przyjmowania Lovecrafta w stężonej dawce.

„Bestia w jaskini” to ponad sześćset stron opowieści wariatów i potomków zubożałych rodów, naukowców i narkomanów, doświadczonych marzycieli, ludzi posiadających „szczególną mentalną wrażliwość” lub „w stanie napięcia psychicznego” – a także jednego latarnika, który zapomniał o swych obowiązkach i doprowadził do rozbicia statku (w Polsce to motyw bardzo znany). I jeszcze pewnego dowódcy podwodnego okrętu, którego żelazna niemiecka wola została złamana (ku naszej satysfakcji). I uwięzionego wśród faraonów Harry`ego Houdiniego. I uwięzionego w marsjańskim labiryncie żołnierza… Bohaterów Lovecrafta łączy umiejętność postrzegania rzeczy ukrytych, zdolność przekraczania granic (najczęściej w naprawdę odjechanych snach) oraz skłonność do omdleń w krytycznych momentach – dość komiczna, z czego sam autor chyba zdawał sobie sprawę („Często powracam myślami do tamtej nocy i z pewnym rozbawieniem wspominam te kilkakrotne omdlenia, utraty świadomości, które kojarzą mi się z tanimi filmami, melodramatami z tamtego okresu”). Rozczarowani nauką i realnym życiem, pozbawionym magii i niesamowitości, zwracają się ku mrocznym rytuałom i niezwykłym światom, zrodzonym ze snów. Kieruje nimi pragnienie piękna i cudowności, charakterystyczne dla dziewiętnastowiecznych romantyków, ale źle widziane we współczesnych, racjonalnych czasach:


„Przykuli go do rzeczy, które istnieją, a potem wyjaśnili ich działanie tak, że świat stał się wyprany z tajemnic. Kiedy zaczął się skarżyć i zapragnął uciec do krainy zmierzchu, gdzie magia kształtuje najdrobniejsze żyjące fragmenty, skierowali jego uwagę na najnowsze cuda nauki, nakłaniając, by zadziwił się istnieniem wiru atomowego czy tajemnicą wymiarów nieba. A kiedy nie udało mu się dojrzeć cudowności w rzeczach, których prawa były powszechnie znane i mierzalne, powiedzieli, że brak mu wyobraźni i że jest niedojrzały, gdyż woli iluzje snów niż iluzje naszego fizycznego stworzenia”.
H.P. Lovecraft „Srebrny klucz”

Rekwizytornia Lovecrafta jest gotycka z ducha. Pokusiłam się o wynotowanie kilku jej charakterystycznych elementów. W opowiadaniach Samotnika z Providence znajdziemy pomieszczenia cuchnące śmiercią i zgnilizną, ruiny starych posesji, obrzydliwe moczary, z których „podnosi się piekielna fosforencja”, połacie grząskiego, czarnego, piekielnego błocka, „plugawe” pnącza i winorośle, tłuste, szare ropuchy, „nienaturalnej wielkości drzewo oliwne o odrażającym i osobliwym kształcie”, labirynty klaustrofobicznych jaskiń, stare zamczyska otoczone ponurymi murami, nadgryzione zębem czasu wieżyce, chwasty pleniące się w parkach, mroczne ostępy leśne, klątwy i okultystyczne sztuki, cuchnące lochy pod powierzchnią ziemi, ręce przypominające szpony i oczy jak „bliźniacze jaskinie bezdennej czerni”, demony, wiedźmy i wampiry, biblioteki nawiedzane przez cienie i prastare księgi nadżarte przez robactwo, „mumie kombinowane” oraz coś „gigantycznego, żółtawego i włochatego” – najpewniej z mackami. Bohaterowie śnią szalone i osobliwe sny podczas nieskończenie długich, piekielnych, mrocznych godzin, a „ogromne głazy śpią przykryte kołderką wilgotnego mchu i wielkie zaiste są mury, z których spadły”. Wszystko to doprawione dojmującą, przenikającą do szpiku kości grozą, paraliżującą umysł, niewiarygodną wręcz. Tego typu klimaty.

Na przeciwległym biegunie znajdują się oniryczne, baśniowe opisy nieziemskich krain: Thalarionu – Miasta Tysiąca Cudów, Krainy Nieosiągalnych Rozkoszy, Krainy Fantazji, zamieszkanej przez bogów Cathurii („Biały Statek”) oraz Sarnath – cudu świata. Lovecraft zabiera nas też na Księżyc, na jego tajemniczą i sekretną stronę, zawsze odwróconą od Ziemi (postrzępione pagórki, trędowate wybrzeże, nieprzyjemne szare wieże miasta) oraz na Wenus, prosto w nieprzebyte dżungle, przemierzane przez stada łuskoskórych tubylców. Poznamy również tłuste, nietykalne koty z Ultharu, zgrozę z Dunwich i najczarniejsze sekrety Arkham. Pogrążymy się w odmienne stany świadomości, zawędrujemy na pogranicze życia i śmierci, staniemy twarzą w twarz z pradawnymi, przerażającymi Istotami. To właśnie ich obecność sprawia, że opowiadania Lovecrafta są czymś więcej niż gotycką literaturą grozy: kosmiczne, archaiczne bóstwa wprowadzają do twórczości Samotnika z Providence elementy science fiction i są podstawą jego oryginalnej mitologii.

„Bestię z jaskini” czytać należy ostrożnie, gdyż zbyt duża jednorazowa dawka może doprowadzić do przesytu. Nie wszystkie opowiadania zachwycają, ale tych, które zachwycają, jest zdecydowanie więcej. Sięgnijcie po nie, jeśli jesteście gotowi zmierzyć się ze swoimi lękami.