Dawno, dawno temu był sobie bardzo fajny Wilq… . Przepraszam, pomyliłam bajki.

„Pewnego razu, dawno, dawno temu, żył sobie szanowany, miłościwy i forsiasty król.  Rządził on swym królestwem sprawiedliwie, serce miał dobre, a forsy jak lodu.”

Król ten samotnie wychowywał nieprawdopodobnie rozchichotaną córkę, tak śliczną i tak kapitalnie narysowaną, że na jej widok natychmiast parskamy śmiechem.

Niestety, autorzy książki zapomnieli poinformować nas (najlepiej już na okładce), że podczas lektury każdy wybuch wesołości zagraża naszemu życiu. Niekontrolowany chichocik królewny był bowiem jedynym problemem, który spędzał królowi sen z oczu, gdyż udzielał się wszystkim jego gościom, a co gorsza – także wrogom.

„Król bardzo kochał swoją córeczkę, ale czasami naprawdę nie wyrabiał, gdy np. wypowiadając wojnę innemu królowi musiał czym prędzej zawierać z nim pakt pokojowy, bo na dźwięk jej chichociku wszyscy dostawali tak dobrego humoru, że już po chwili zwijali się ze śmiechu na podłodze jak dżdżownice.”

W przededniu osiemnastych urodzin córki w głowie jej ojca narodził się Plan:  kazał zbudować wieżę, pod którą „zainstalował” smoka.

Ulokowana w luksusowej wieży królewna czekała na potencjalnych kandydatów. Zasady były proste: który z rycerzy na dźwięk anielskiego chichociku pozostanie niewzruszony jak głaz, ten zdobędzie rękę dziewczyny plus połowę królestwa. Pozostałych pożre smok, „czuwający nad prawidłowym przebiegiem wyboru małżonka”.

Prezentacja kandydatów do ręki królewny przypomina telewizyjne widowisko i jest pretekstem do obśmiania narodowych przywar oraz naszych stereotypowych wyobrażeń (Zawisza w dresie, wybitnie upośledzony językowo Conan Dekonstruktor, zakuty w blachy Wielki Mistrz czy wyfiokowany Pan Książę z bajki, dosiadający białego konia, łudząco podobnego do jednorożca z dziewczyńskich bajek).

W przerwie między prezentacjami – jak w prawdziwym telewizyjnym show – występuje gwiazdorski zespół Non Omnis Moriar, który wykonuje swój najnowszy hit („Kat to mój przyjaciel!”).

Zakończenia tej historii nie będę zdradzać. „Królewna z wieży” to książka, która dzieci niczego nie nauczy, ale ubawi dorosłych. Liczne gry słowne, kpina z popkultury, nawiązania literackie i filmowe będą zrozumiałe dla starszych czytelników. Młodszym pozostanie absurdalny humor, zabawa konwencją oraz cieszenie oka świetnymi rysunkami Bartosza Minkiewicza, współtwórcy kultowej serii o Wilqu Superbohaterze.

Na koniec autorzy proponują czytelnikom zabawę w wymyślanie własnych historii, podsuwając nam w charakterze ściągawki „Instrukcję obsługi w siedmiu rozkrokach”. Nie jest to jednak wersja dla potencjalnych Andersenów, gdyż cały czas pozostajemy w oparach ożywczego, radosnego absurdu.